::księga gości::

2008
luty
styczeń
2007
luty
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
marzec
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
Nie

Zanim nie spotkałam P. nigdy nie zastanawiałam się nad tym, na ile jestem otwartą i szczerą osobą. W sumie jak mogłabym być zamknięta, skoro wciąż pracowałam ludźmi i między nimi się obracałam.
Ale odkąd spotkałam P. zdałam sobie sprawę, że stworzyłam sobie świetne uśmiechnięte opakowanie, a do środka nie dopuszczałam nikogo. Zamknięta niczym księżniczka w kamiennej wieży. I przecudnie mi z tym było, a gdy ktoś próbował zajrzeć w głąb śmiałam się i wygłupiałam, byle tylko nie zobaczył tej przerażonej istotki w środku.
P. nauczył mnie być szczerym. P. nauczył mnie mówić rzeczy, które wcześniej przez gardło by mi nie przeszły. Nauczył nazywać rzeczy i uczucia, których wcześniej nie potrafiłam nazwać. Przyznawać się do odczuć, jakich nigdy nikomu za nic bym nie powiedziała. Jak to, że się czegoś boję. Albo się wstydzę.
I nagle wszystkie moje związki z "facetami mojego życia" wydały mi się takie powierzchowne. Nawet ten najpoważniejszy, co to miał już datę ślubu, zbyt głęboki chyba nie był. Nic dziwnego, że wypalił się po drodze.
Zrozumiałam, że fascynacja drugim człowiekiem to nie dobry seks, przepiękne spojrzenie, robienie razem wszystkiego czy próbowanie umodelowania drugiej osoby tak, jak sobie to wymyśliśmy.
Ta moja fascynacja to zauroczenie jego intelektem i to, że każdego dnia odkrywam w nim coś nowego. To moje poczucie, że zupełnie nic nie muszę i mogę być sobą tak samo, jak wtedy, kiedy siedzę sama w pokoju. To świadomość tego, że łączy nas podobna wrażliwość, choć lubimy wiele zupełnie innych rzeczy i nie we wszystkim się zgadzamy. To coś co sprawa, że się rozwijam - czytam więcej, oglądam ambitniejsze filmy - bo tak zaczarował mnie jego intelekt.
Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, jakich można sobie wyobrazić. Bo teraz już wiem, że żeby wielki zamek postawić, potrzeba solidnych fundamentów. Teraz mamy już na czym budować.
Nie boję się...
Nie wstydzę się...
Nie przewijam filmów w głowie...
Nie zastanawiam się co by było gdyby...
Nie chcę już...
Nie... na pewno nie...



passione 2008-02-26 19:49:20
skomentuj (14)
Największy
Zauważyłam, że im jestem starsza, tym bardziej dziecinnie się zachowuję. Niby nic w tym odkrywczego, bo przecież staruszkowie dość powszechnie zachowują się jak małe dzieci. Ale żeby to mnie dopadło tak już...
Póki co, jak dziecko walczę z lękami, które mnie dopadają.
Najpierw złapałam się na tym, że zamykam oczy, gdy wiem, że zobaczę coś strasznego. Nawet thrillery, które wcześniej uwielbiałam oglądać wywołują u mnie nagłą potrzebę zamknięcia oczu. Gdy do tego wiem, że przerazi mnie dochodzący do moich uszu dźwięk, po prostu zmieniam kanał i wracam do niego po chwili, zerkając najpierw, czy na pewno nie zobaczę czegoś, co mogłoby mnie przestraszyć. To takie udawanie, że nie ma czegoś, czego nie widać.  Trochę jak małe dziecko, które - gdy zamknie oczy - wydaje mu się, że ono nic nie widzi i jego też nikt nie widzi.
Oczywiście samym zamykaniem oczu nie ze wszystkim można sobie poradzić. Przekonałam się o tym, gdy dopadł mnie potężny dół zimowy. Kiedy w głowie nagle myśli zaczynają rozbijać się jedna o drugą, a ja nie potrafię sobie z tego powodu miejsca znaleźć, co robię? Włączam muzykę tak głośno, jak tylko się da. Z nadzieją, że zagłuszę to, co dzieje się w mojej głowie. Oczywiście myśli zaczynają wrzeszczeć jeszcze głośniej. Więc... wpadam na pomysł, żeby zgasić światło, bo może jak ja nie będę nic widzieć, to... to moje smutki też mnie nie zobaczą.
Przekleństwem mojego życia jest fakt, że dostałam jakąś nadwyraz wielką wrażliwość. Potrafię niemal na kolanie napisać wiersz, czy piosenkę, ubierać w piękne słowa pozornie zwykłe rzeczy. Ale zupełnie nie radzę sobie z codziennością. Bo dostałam jakąś dziwną umiejętność postrzegania świata zupełnie inaczej. Ale też wszystko co czuję, czuję jakby potrójnie. Dlatego czasem boli mnie życie tak, ze nikt tego zrozumieć nie potrafi.
Niestety... Dorosłe życie uczy, że przed problemami nie można uciekać, bo one biegają szybko. Nie można też udawać, że ich nie ma, bo one wyłążą z kątów w najmniej odpowiednim momencie. Z problemami trzeba się mierzyć. I największy nawet problem staje się zupełnie mały, gdy nagle staniesz i odważnie spojrzysz mu w oczy...

passione 2008-01-24 19:58:40
skomentuj (7)
Harmonia
Przychodzi w życiu taki czas, kiedy trzeba zostawić wszystko co się ma i poukładać od nowa. Czasami bywa taki, kiedy zostawia się wszystko co ma i ucieka nie wiadomo dokąd i nie wiadomo na jak długo. A potem człowiek wraca dojrzalszy, szczęśliwszy, bardziej świadomy - w każdym razie inny niż był, kiedy odchodził.
Przez ten rok niebytu zmieniłam wszystko, co dało się zmienić. Pracę, życie, kolor włosów i ludzi, którymi się otaczam. I wracam - dojrzalsza, szczęśliwsza, bardziej świadoma. Może trochę inna niż wtedy, kiedy odchodziłam, ale to ciągle ja.
Tyle, że teraz jestem absolutnie pewna, że tego, że jest się wyjątkowym człowiekiem nie można szukać w oczach innych - to trzeba znaleźć w sobie. A miłość sama przychodzi i wcale nie trzeba jej tak rozpaczliwie szukać.

passione 2008-01-11 19:59:27
skomentuj (4)
Zaraz wracam
... już za niedługo.

passione 2008-01-11 18:28:54
skomentuj (1)
Te drugie...
Przyglądam się życiu moich znajomych i mniej znajomych i zadziwiam się wciąż niezmiennie.
S. spotykała się z Ł. jeszcze w liceum. Dwa lata po skończeniu szkoły wzięli ślub. Ale jeszcze przed ślubem zaczęłam ją widywać na mieście ze swoim szefem. Widuję ją do dziś. Dlatego wielce się zdziwiłam, gdy dowiedziałam się o ślubie i szczęśliwym małżeństwie S. Ja oglądam ciągle do drugie życie.
M. wpakowała się w związek z żonatym facetem, po którym została jej pamiątka, która niebawem skończy roczek. K. będzie niedługo świętował również roczek swojego ślubnego dziecka. A jednak M. niczego nie nauczyła ta historia i dalej szuka ojca dla swojego dziecka. Bez względu na stan posiadania obrączki. Liczy się stanowisko i objętość portfela.
P. ma śliczną żonę, a jednak pewnego dnia wypija kilka kieliszków za dużo i wychodzi z knajpy z A. Imponuje jej, że to taki wpływowy facet i przystojny całkiem...
I zastanawiam się, czy ja się w złych czasach urodziłam, że mnie wystarcza jedno życie? I ani nie mam ochoty być drugim życiem dla kogoś ani prowadzić własnego drugiego życia...? Że niby to poczucie wartości poprawia spotkać się z kimś wysoko postawionym? Mnie poczucie wartości podnosi to, że bogaci panowie prezesi, posiadacze naburmuszonych żon i grubych portfeli mogą o mnie tylko pomarzyć... Bo nie wszystko w życiu można kupić.


passione 2007-02-15 19:12:54
skomentuj (21)
Twoja uroda...
Odkąd pamiętam, rozmiar 36 była dla mnie jak marzenie o koronie Miss World. Jako właścicielka pupy a'la Pani J.Lo plasowałam się gdzieś między rozmiarem 38 a 40 i w sumie nienajgorzej mi było z tym.
Aż tu w przeciągu ostatnich dwóch tygodni, po przebytej koszmarnej anginie, schudłam drastycznie. Udałam się wczoraj na zakupy i... z przerażeniem stwierdziłam, że rozmiar 38 jest dla mnie za duży... Straciłam swoją latynoską pupę!!!
- Ale szprycha się zrobiłaś - komentują znajomi patrząc na moją drobniutką figurkę i płaski brzuch.
A ja jakoś się cieszyć tymi spełnionymi marzeniami nie potrafię. Po pierwsze dlatego, że moja pupa przepadła. Po drugie dlatego, że jakaś się złośliwa zrobiłam wraz z utratą wagi (coś jest w tym, że grubi ludzie są bardziej pogodni). A po trzecie jestem ciągle zmęczona, co z drastyczną utratą wagi, może oznaczać nie mniej, nie więcej tylko cukrzycę... Albo inne choróbsko.
Nim jednak udam się do lekarza, refleksją taką się podzielić chciałam. Marzenia, które się spełniają, są w sumie bez sensu. I to, że się spełnią wcale nie znaczy, że jest lepiej. A Ty - czy jesteś gruba, czy chuda, masz oczy niebieskie czy zielone - pamiętaj, że to Twoja uroda czyni Cię wyjątkową. I dlatego tęsknię za moją pupą ubierając spodnie w rozmiarze 36.


passione 2007-01-16 20:23:52
skomentuj (11)
Mamy tu...
A. postanowił sobie za punkt honoru, że mnie przeleci chyba tego dnia, gdy zobaczył mnie w wieczorowej małej czarnej, spod której mignęła mu koronka mojej pończochy.
Wypiliśmy wtedy kilka drinków i ku jego rozżaleniu, kiedy wylądowaliśmy razem na imprezie, zostawiłam go z moimi znajomymi i poszłam spać.
Kiedy spotkaliśmy się po kilku dniach, strasznie się rozczarował, że ubrałam dżinsy. Jakby szpilki i pończochy miały być moim obowiązkowym mundurkiem.
Zawsze miałam go za głupiutkiego chłopczyka, którego nie stać na nic ponad tani bajer. Sprzedawałam więc taki sam bajer i świetnie się bawiłam.
A. nie dawał za wygraną, aż pewnego dnia zmienił chyba taktykę i pokazał się z zupełnie innej strony. Jako świetny manager w swojej pracy, facet, z którym można robić interesy tylko twardo niegocjując. Jako przyjaciel, do którego można zadzwonić o każdej porze. Jako świetny kumpel, z którym można wypić kawę i pogadać o zwykłych rzeczach.
Nauczył mnie bardzo dużo o facetach. Więcej niż dziesiątki randek i flirtów. Przez dwa lata nie zaciągnął mnie jednak do łóżka. I pewnie nigdy mu się to nie uda. Mimo pełnej determinacji i setkom podchodów.
Ale od tamtego dnia, gdy zrozumiałam, jak to wszystko działa, będę go miała za superinteligentego faceta.
A że mamy tu etykietkę ludzi, którzy już dawno ze sobą spali, mam w nosie. Świadczy to tylko o tym, jak pochopnie żądni sensacji ludzie wyciągają wnioski. Tak jak wtedy on, gdy zobaczył koronkę mojej pończochy i stwierdził, że przeleci mnie tego samego wieczoru...
Wszyscy oceniamy pochopnie. Nawet jeśli nie chcemy się sami do tego przyznać.


passione 2006-11-25 15:54:28
skomentuj (12)

Panie

Drew
wciąż w mojej głowie

Gabrolek
mama Gabrolka

Gragamelka
wieczne dziecko

Cynthia
100% kobietka

Kate
po prostu kobieta

Pati
senne marzenie

Eldorado
rozstania i powroty

Pełcia
jej własny kąt

Jaba
mała kobietka

Panowie

Brad
męski punkt widzenia