Strona główna

Te drugie...


Przyglądam się życiu moich znajomych i mniej znajomych i zadziwiam się wciąż niezmiennie.
S. spotykała się z Ł. jeszcze w liceum. Dwa lata po skończeniu szkoły wzięli ślub. Ale jeszcze przed ślubem zaczęłam ją widywać na mieście ze swoim szefem. Widuję ją do dziś. Dlatego wielce się zdziwiłam, gdy dowiedziałam się o ślubie i szczęśliwym małżeństwie S. Ja oglądam ciągle do drugie życie.
M. wpakowała się w związek z żonatym facetem, po którym została jej pamiątka, która niebawem skończy roczek. K. będzie niedługo świętował również roczek swojego ślubnego dziecka. A jednak M. niczego nie nauczyła ta historia i dalej szuka ojca dla swojego dziecka. Bez względu na stan posiadania obrączki. Liczy się stanowisko i objętość portfela.
P. ma śliczną żonę, a jednak pewnego dnia wypija kilka kieliszków za dużo i wychodzi z knajpy z A. Imponuje jej, że to taki wpływowy facet i przystojny całkiem...
I zastanawiam się, czy ja się w złych czasach urodziłam, że mnie wystarcza jedno życie? I ani nie mam ochoty być drugim życiem dla kogoś ani prowadzić własnego drugiego życia...? Że niby to poczucie wartości poprawia spotkać się z kimś wysoko postawionym? Mnie poczucie wartości podnosi to, że bogaci panowie prezesi, posiadacze naburmuszonych żon i grubych portfeli mogą o mnie tylko pomarzyć... Bo nie wszystko w życiu można kupić.


passione 2007-02-15 19:12:54
skomentuj (21)