Strona główna

Twoja uroda...


Odkąd pamiętam, rozmiar 36 była dla mnie jak marzenie o koronie Miss World. Jako właścicielka pupy a'la Pani J.Lo plasowałam się gdzieś między rozmiarem 38 a 40 i w sumie nienajgorzej mi było z tym.
Aż tu w przeciągu ostatnich dwóch tygodni, po przebytej koszmarnej anginie, schudłam drastycznie. Udałam się wczoraj na zakupy i... z przerażeniem stwierdziłam, że rozmiar 38 jest dla mnie za duży... Straciłam swoją latynoską pupę!!!
- Ale szprycha się zrobiłaś - komentują znajomi patrząc na moją drobniutką figurkę i płaski brzuch.
A ja jakoś się cieszyć tymi spełnionymi marzeniami nie potrafię. Po pierwsze dlatego, że moja pupa przepadła. Po drugie dlatego, że jakaś się złośliwa zrobiłam wraz z utratą wagi (coś jest w tym, że grubi ludzie są bardziej pogodni). A po trzecie jestem ciągle zmęczona, co z drastyczną utratą wagi, może oznaczać nie mniej, nie więcej tylko cukrzycę... Albo inne choróbsko.
Nim jednak udam się do lekarza, refleksją taką się podzielić chciałam. Marzenia, które się spełniają, są w sumie bez sensu. I to, że się spełnią wcale nie znaczy, że jest lepiej. A Ty - czy jesteś gruba, czy chuda, masz oczy niebieskie czy zielone - pamiętaj, że to Twoja uroda czyni Cię wyjątkową. I dlatego tęsknię za moją pupą ubierając spodnie w rozmiarze 36.


passione 2007-01-16 20:23:52
skomentuj (11)